„Nasi chłopcy…” – opowieść, która nie pozwala zapomnieć. Spotkanie w Bibliotece Głównej
20 maja 2026 roku w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego spotkaliśmy się na rozmowie wokół wystawy „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”. Z jej kuratorem, dr Januszem Marszalcem, rozmawiała Kamila Krężel – doktorantka Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu Szczecińskiego.
Wystawa, która przełamuje ciszę
Ekspozycja, otwarta w lipcu 2025 roku w Galerii Palowej Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku, jest wydarzeniem przełomowym. Po raz pierwszy w sposób monograficzny i tak kompleksowy zaprezentowano publiczności historię mieszkańców Pomorza Gdańskiego, którzy – czy to z przymusu, czy pod wpływem skomplikowanych zależności społecznych – znaleźli się w szeregach armii III Rzeszy. Wystawa nie poprzestaje na przypomnieniu suchych faktów. Odsłania przyczyny masowej rekrutacji, śledzi jej przebieg, a przede wszystkim stawia fundamentalne pytania o to, co działo się z pamięcią o tych ludziach po roku 1945. Pyta o mechanizmy zapomnienia, o społeczną stygmatyzację, o cenę, jaką przyszło zapłacić rodzinom, które nagle znalazły się po niewłaściwej stronie oficjalnej narracji.
Tytuł, który rozpalił debatę
Już samo wejście do sali wystawowej konfrontuje zwiedzającego z tytułem, który – jak podkreślali kuratorzy – nie jest metaforą, lecz świadomym cytatem z historii. „Ons Jongen” – nasi chłopcy – tak mówiono w czasie wojny o Luksemburczykach wcielonych do Wehrmachtu. Przeniesienie tego sformułowania na grunt pomorski okazało się gestem tyleż historycznym, co niezwykle odważnym politycznie. Wywołało ono ogólnopolską dyskusję, która szybko przekroczyła mury uniwersytetów i muzeów.
Głos w sprawie zabrali przedstawiciele najwyższych władz państwowych, dowodząc, że określenie „nasi chłopcy” w odniesieniu do żołnierzy Wehrmachtu zaciera moralną jednoznaczność historii. Jednocześnie za wystawą murem stanęły środowiska naukowe i muzealnicze. Historycy, badacze pamięci, muzealnicy mówili jednym głosem: rzetelność wobec przeszłości nie może omijać tematów bolesnych i niewygodnych. Dojrzała wspólnota – argumentowali – nie buduje swojej tożsamości na uproszczeniach. Buduje ją na empatii, która potrafi dostrzec człowieka nawet tam, gdzie historia każe widzieć wyłącznie żołnierza wrogiej armii.
Pomiędzy przymusem a wyborem – złożoność pomorskiego pogranicza
Podczas spotkania kurator szczegółowo odtworzył mechanizmy, które sprawiły, że mieszkańcy Pomorza Gdańskiego masowo trafiali w szeregi Wehrmachtu. Nie była to kwestia jednego czynnika. Na decyzje składał się splot przymusowych polityk germanizacyjnych, obowiązkowego poboru oraz intensywnej indoktrynacji ideologicznej prowadzonej przez instytucje edukacyjne i kulturalne III Rzeszy. Jednak istotą opowieści dr. Marszalca było coś więcej: pokazanie, że Pomorze Gdańskie było regionem o niezwykle złożonej tożsamości etnicznej, gdzie polskość, niemieckość i kaszubskość nieustannie się przenikały.
To właśnie ta etniczna i kulturowa mozaika generowała dramatyczne konflikty lojalności. Mieszkańcy regionu często nie mieścili się w prostych, narodowych kategoryzacjach. Część z nich podejmowała służbę nie tylko pod bezpośrednim przymusem, ale także z powodu presji społecznej, chęci uniknięcia represji wobec najbliższych czy nadziei na korzyści materialne. Wielokrotnie podkreślano, że nie ma tu jednej, uniwersalnej motywacji – są za to setki indywidualnych historii, z których każda domaga się odrębnego wysłuchania.
Luka w historiografii – głos, którego nie było
Jednym z najważniejszych wątków spotkania było wskazanie na dotkliwe luki badawcze, jakie przez lata towarzyszyły temu tematowi. Historiografia polska, z oczywistych względów, koncentrowała się na dokumentowaniu zbrodni okupanta i eksterminacji polskiej ludności. Zbiorowa pamięć ofiar i bohaterów nie pozostawiała wiele miejsca na indywidualne losy tych, którzy znaleźli się po drugiej stronie – nawet jeśli znaleźli się tam wbrew własnej woli. Z kolei historiografia niemiecka skupiała się na winie Wehrmachtu jako instytucji, rzadko pochylając się nad specyfiką regionalnych losów.
Efekt jest taki, że osobiste relacje żołnierzy z Pomorza Gdańskiego praktycznie nie istnieją w oficjalnym obiegu narracyjnym. Dominuje perspektywa zbiorowa i polityczna, która – choć niezbędna do rozliczenia z przeszłością – nie jest w stanie oddać ludzkiego wymiaru dramatu. Wystawa stara się tę lukę wypełnić, oddając głos tym, którzy przez lata pozostawali niemi.
Powrót do domu z inną opowieścią
Spotkanie w Bibliotece Głównej nie dało prostych odpowiedzi, bo i dać ich nie mogło. Pozostawiło jednak uczestników z przeświadczeniem, że zmiana w lokalnych narracjach, która nastąpiła po 1989 roku i pozwoliła na podjęcie tak trudnego tematu, jest wartością nie do przecenienia. Wystawa „Nasi chłopcy…” nie szuka taniego usprawiedliwienia ani nie relatywizuje zbrodni. Proponuje coś znacznie trudniejszego: spojrzenie na historię z perspektywy konkretnego człowieka, któremu przyszło żyć w czasach, gdy każdy wybór był zły, a każda ścieżka prowadziła przez cierpienie.
Gdy po zakończeniu dyskusji goście powoli opuszczali biblioteczną salę, wielu z nich niosło ze sobą nie tylko podpisane katalogi wystawy, ale także pytania, które jeszcze długo będą rezonować. Pytania o to, kim są „nasi”, kogo za takich uznajemy i czy stać nas na opowieść o przeszłości, która nie wymazuje nikogo.



